Rzuć wszystko i obejrzyj ten serial.

To nie jest recenzja. To wrażenie.

Od pewnego czasu mam takie wrażenie, że serialowa popkultura skręciła w bardzo złym kierunku. Może to dlatego, że mam 33 lata i wiele rzeczy mi się przejadło, albo dziadzieję i świat zaczyna mnie wkurzać – co byłoby pierwszym krokiem podejmowanym przez mózg, by przygotować mnie do śmierci. Możliwe – problem w tym, że to nie tylko moje wrażenie. Ani nie tylko mojego rocznika. Ani też pokolenia.

Od spapranych adaptacji (z różnych powodów, w większości złego scenariusza i skupianiu się na nadmiernym PRZEKAZIE kosztem historii i bohaterów), przez marvelizację kina (o tym też kiedyś napiszę, ale idealnym przykładem wydają mi się tu dwa filmy: “Dzień niepodległości” – oglądane jeden po drugim pokazują dokładnie to, czym jest “marvelizacja” właśnie), do dojonych przez wielkie korporacje franczyz.

Wiesz, o czym piszę.


Wrażenie o popkulturze mam w ogóle mało przychylne. W szczególe jednak zdarzają się miłe wyjątki – seriale, gdzie historia, budowa bohatera i budowa świata grają pierwsze skrzypce. Kiedyś sobie o nich porozmawiamy szerzej – jeśli wyrazisz taką chęć.

Takim wyjątkiem będzie “Sukcesja” ze swoimi wyśmienitymi dialogami i rysami postaci.

Będzie nim “informacja zwrotna” z rewelacyjną grą aktorską Jakóbiaka i wnikliwym wejżeniem w wyświechtaną klisze alkoholizmu.

Albo “Czarne motyle” – rewelacyjny, francuski thriller przypominający mi najlepsze lata Stephena Kinga.

I będzie nim również…

No Boże, ile można jeszcze tej Japonii! Heroiczni, mądrzy samuraje przerobieni zostali już przez kino paręnaście razy.

No prawda.

Ale to nie jest o mądrych i honorowych japończykach i złych/uczących się życia europejczykach. Trochę jest. Ale nie do końca.

To pierwszy oglądany przeze mnie tekst kultury, co do którego pomyślałem, że jednak ci japończycy to wcale tacy fajni ani mądrzy nie byli. Europejczycy też nie. Wszyscy mieli (i mają) problemy ze względu na swoją kulturę. Ten serial pokazuje ten relatywizm.

Kiedy w pierwszym odcinku znajdziemy scenę strasznej śmierci jednego z bohaterów, nie pomyślimy, że będziemy nawet rozumieć a może nawet lubić sprawcę. Staram się nie spoilerować za bardzo – ale najnowszy “Shogun” potrafi pokazać właśnie to – plusy i minusy kultury, zalety i wady bohatera.

To, co robi jeszcze lepiej, to ukazywanie konsewkencji. Znacie to z GOT – jeśli ktoś zachowa się głupio i gra w niebezpieczną grę – przegrywa.

Konsekwencje rodzą zaś realizm, podbity ukazaniem go również na płaszczyźnie rekwizytów i przygotowania planu. Szczególnie teraz bije to po oczach, kiedy tak wiele dekoracji i rekwiztów w innych serialach wygląda po prostu sztucznie, plastikowo, zbyt doskonale. Shogun stawia na “used universe”, na realizm broni, zbroi, świata i gry.

Ten śwat nie jest mroczny i brudny. On po prostu tam jest, podobnie jak nasz – i piękny i straszny. Samuraje prezentują mądrość, piękno poezji, ale też skrajną głupotę i bezsensowne przywiązanie do głupich, niepotrzebnych tradycji. Biały nie jest po to, by oznajmiać, jaka jego cywilizacja jest w gruncie rzeczy zacofana, ale by pokazywać inność i również intrygować japończyków, będąc narzędziem misternych intryg. Tak, tu znowu nasuwa się samo porównanie do GOT.

Bo nie może go nie być. GOT była większość czasu tak dobra głównie dlatego, że traktowała swojego widza poważnie i dawała mu intelektualne pożywienie – kto zginie, kto przeżyje, kogo będzie na wierzchu?

Taki właśnie jest Shogun.

Dlatego rzuć wszystko i obejrzyj ten serial.

Leave a Comment

Skip to content