Chciałem rozważać na ten temat trochę później w tym moim mini-cyklu o zjawisku UFO, ale po namyśle zrozumiałem, że z największymi wyjaśnieniami fenomenu musimy się uporać wcześniej, niż później.

Hipoteza, że UFO to kosmici, przybysze z gwiazd, istoty z innych światów, które wędrują przez gwiezdną pustkę, żeby nas odwiedzać, jest właściwie takim paradygmatem zjawiska UFO. To zwykle to właśnie mają na myśli ci, którzy o UFO mówią… przynajmniej w domyślnym rozumieniu tego słowa.
UFO to kosmici – bo jakże mogłoby być inaczej? Nawet szybkie rozumowanie dyktuje taki właśnie wniosek: następuje obserwacja czegoś dziwnego, to coś wydaje się zachowywać inteligentnie, ale skoro jedyną istotą inteligentną na planecie jest człowiek, to coś innego inteligentnego, musi być spoza Ziemi. To dosyć rozsądny ciąg myślowy, prawda?
Tyle, że prawda może być jeszcze dziwniejsza, niż myślimy. Od razu powiem – w tym cyklu nie neguję w stu procentach żadnego z wyjaśnień fenomenu, ale staram się pokazać problemy z każdym z wyjaśnień. I hipoteza, że UFO to obcy z gwiazd, nie jest tych problemów pozbawiona:

Oto parę problemów z tym wyjaśnieniem, które dostrzegam:
1. Kosmici zachowują się absurdalnie:
a) Kłamią
jeśli paradygmat rozpoznaje ufo jako badaczy, takich „astronautów” tylko z innych planet, to coś tutaj jest nie tak. Bo biorąc pod uwagę historie o kontaktach, szybko zauważymy, że kosmici kłamią – będą opowiadać, że są z na przykład z Wenus lub z Marsa, podczas kiedy jest to niemożliwe (tutaj weźmy chociażby relacje George’a Adamskiego). Pojawią się opowieści o grzybo-podobnych miastach kosmitów na Księżycu (Terry Lovelace) – chociaż dobrze wiemy, że takich miast tam po prostu nie ma, bo Księżyc jest naprawdę dobrze zmapowany (a jak wspominałem wcześniej – wyjaśnienie jednej spekulacji drugą – w tym wypadku spiskową, że rząd tuszuje pobyt kosmitów na Księżycu, nie załatwia sprawy).
b) Ich badania są pozbawione logiki:
Jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie opowieści o wzięciach, wyłania mi się równie absurdalny obraz: kosmici, oprócz tego, że traktują ludzi jak bydło (co samo w sobie absurdalne nie jest, a po prostu niezwykle niepokojące), to cała epoka porwań obfitowała w bardzo powtarzalne badania naszego gatunku. Niejednokrotnie o podłożu seksualnym – pierwsze z zarejestrowanych porwań, czyli porwanie brazylijskiego rolnika, Antonio Vilas Boas’a jest właśnie taką historią, gdzie mężczyzna zostaje wzięty po to, żeby spółkować z piękną kosmitką, która zachodzi z nim w ciążę. Późniejsze wzięcia, takie jak opowieść 4 mężczyzn z Alagash eksplorują ten motyw jeszcze bardziej, kiedy mężczyznom pobiera się nasienie. Również pierwszy najgłośniejszy przypadek porwania – porwanie Barney’a i Betty Hillów jest bardzo symptomatyczne jeśli chodzi o omawiany temat, bo Barney’owi pobrane jest nasienie (a przy tym pojawia się wątek włożenia mu jakiego przedmiotu analnie).
Ale nawet nie to w historii Hillów jest absurdalne – i tu pewnie pomyśleliście o sławnej mapie, jaką miała widzieć Betty na statku obcych, którą później naszkicowała i układ gwiazd z którego mieli pochodzić obcy (którzy swoją drogą posłużyli popkulturze za pierwowzór szaraków) został pierwotnie rozpoznany jako układ podwójny Zeta Reticuli, ale później okazało się, że pasuje on do wielu innych układów w kosmosie.
Nie, nie do końca chodzi mi o tę mapę – chodzi mi o zachowanie kosmitów. Otóż kosmici w pewnym momencie przynoszą Betty zęby Barney’a – to znaczy wkładkę mającą pomagać Barney’owi. Kompletnie nie rozumieją, do czego to jest i z rozmowy, która się toczy między Betty a przybyszami, możemy wywnioskować jasno, że kosmici nie rozumieją też ani czym jest proces starzenia się, ani czym jest koncept czasu. Wręcz nie są w stanie tego zrozumieć.
Innymi słowy – nie rozumieją najprostszych konceptów dotyczących fizyki, świata i badanych obiektów (nas).
Podsumowując ten punkt: wiele relacji porwań i kontaktów z kosmitami wskazuje na fakt, że ich poczynania nie mają nic wspólnego z jakimkolwiek badaniem naukowym naszego gatunku i naszej planety, kosmici kłamią, a ich działania są dla obserwatora pozbawione sensu, absurdalne.
2. Zjawiska UAP są równie absurdalne:
Jeśli przyjrzymy się zjawisku UFO tylko z perspektywy obserwacji niezwykłych obiektów na niebie (obserwacji niepokojących i faktycznie rejestrowanych), również musimy zastanowić się nad ich absurdem.
Po pierwsze, obiekty na niebie nie mają spójnej „linii kształtów”, nie są to ciągle dokładnie te same obiekty, co wskazywałoby na jakiś jeden gatunek istot, jedno ich występowanie. Nie. To nie są i nigdy nie były tylko latające spodki.
W relacjach i na zdjęciach znajdziemy diamenty, spodki, cylindry, lejki, romby, trójkąty, tic-taci, piramidy, diamenty, świetlne orby, cygara, jajka, zmiennokształtne i tak dalej. I co to oznacza? Jeśli ktoś przylatuje z gwiazd, to nie jest to jeden gatunek, ale cała federacja obcych, którzy radośnie pomykają nam po niebie. To, ile kształtów obcych istnieje, zdaje się ten argument potwierdzać – wszak klasyczni szaracy to wytwór raczej popkultury (jak wspomniałem wyżej: prawdopodobnie na bazie przypadku Hillów), a wśród zaobserwowanych kosmitów znajdziemy także coś w rodzaju golemów i goblinów, małych ciemnoskórych „dzieci”, lub owadzio-podobnych istot. Czy to jest absurdalne? Bardziej zastanawiające, bo jeśli oficjalnie jesteśmy sami w wielkiej pustce, to nieoficjalnie żyjemy w kolorowym akwarium pełnym różnorakich istot – warto ten fakt odnotować dla kolejnych rozmyślań.
To, co jest absurdalne, to zachowanie tych pojazdów. Bo widzicie, z jednej strony chcą się ukryć, wszak nie było do tej pory oficjalnego pierwszego kontaktu. Z drugiej – latają po całym niebie, albo pojedynczo, albo w całych eskadrach (jak to było raportowane na Ukrainie), błyskają światłami (!), wywołują niesamowite efekty świetlne (!!), czy zostawiają nawet enigmatyczne kręgi w zbożu (!!!). Albo zwyczajnie bawią się w chowanego z naszymi pilotami statków powietrznych, albo unoszą się prowokująco nad naszymi bazami wojskowymi – zwykłymi i atomowymi.
To jak w końcu – chowają się, czy ujawniają? Są naukowcami z innych światów, czy kawalarzami, triksterami?
3. UFO obserwuje się na Ziemi.
Gdyby UFO to byli przybysze z innych światów tak, jak my to rozumiemy, czyli kosmiczni astronauci przybywający z pustki międzygwiezdnej, tak łatwi do zaobserwowania, jak to się ma obecnie – bo obserwacji mamy jeśli nie setki, to przynajmniej dziesiątki tysięcy na całym świecie, to czy nie takie same obserwacje powinniśmy czynić tam, skąd przychodzą? Czyli – w kosmosie?
Tymczasem obserwacje z orbity okołoziemskiej są – ale nie jest ich zbyt dużo, a póki co wszystkie na które się natknąłem szybko dało się wyjaśnić kosmicznym śmieciem. I to tak bezspornie wyjaśnić.
Jeśli zaś chodzi o obserwacje statków międzygwiezdnych dalej, niż na orbicie, to ich już po prostu nie ma. Mimo całej rzeszy astronomów i astronomów-amatorów.
Co chcę przez to powiedzieć? UFO wydaje się fenomenem związanym… cóż, z naszą planetą. Z naszą atmosferą. Z naszym gatunkiem.
Przy czym wcale nie mówię, że to nie są obce istoty, lub też istoty z innych planet.
4. To wykracza poza spotkanie dwóch gatunków:
I wreszcie to. To jest moje spostrzeżenie po głębszym zastanowieniu się nad historiami wielu porwań i interakcji. Mianowicie: wysoka dziwność.
Chociażby ten przypadek Hillów, o którym wspominałem wcześniej – widzicie, Barney Hill miał cały czas wrażenie – to jest spójne w jego wspomnieniach z hipnozy – że obcy mają nad nim władzę. Jest taki fragment, w którym krzyczy „Oczy! Są w mojej głowie!” i płacze ze strachu, bo te oczy obcej istoty mówią mu, co ma robić. A potem , kiedy Hillowie transportowani są na pokład statku kosmicznego, idą tam właściwie sami, pogrążeni w transie.
Z kolei kiedy Terry Lovelace jako dziecko jeszcze, kładzie pod poduszką nóż, żeby zająć się przychodzącymi do jego pokoju w nocy „Małpkami” (tak nazywa te istoty, które co noc porywają go do dziwnej sali zabaw), w chwili kiedy istoty te się pojawiają, okazuje się, że nóż znika.
A kiedy Jake Barber bierze udział w ekstrakcji UFO, przezywa koktail emocjonalny złożony z uczucia boskiej, kobiecej miłości i smutku.
Obcy w tych i innych historiach kontaktów i porwań są jeszcze dziwniejsi. Przechodzą przez ściany. Potrafią sprawić, że twoje ciało lewituje. Potrafią zmienić twój stan umysłu, byś poczuł emocje które oni chcą, żebyś poczuł. Potrafią przejąć nad tobą kontrolę.
Czy to Wam wygląda na kontakt dwóch (lub więcej) biologicznych gatunków, gdzie jeden z nich to przybysze z gwiazd?
Czy bardziej jak rodzaj opętania, jak rodzaj zawładnięcia, owładnięcia, poddaństwa jednego gatunku drugiemu nie z woli, ale tak jakbyśmy byli wręcz zaprogramowani.
—–
Podsumowanie:
Jak to wszystko ma się do wizji, że obcy to tacy po prostu astronauci z gwiazd, którzy przybywają na Ziemię, żeby nas badać, żeby doprowadzić do pierwszego kontaktu?
Czy to nie jest aby tylko i wyłącznie nasza interpretacja zjawiska, która oparta jest na bardzo szybkich skojarzeniach, ale która nie wytrzymuje głębszej analizy tematu?