CZY DOŚWIADCZENIA BLISKIE ŚMIERCI (NDE) MOGĄ BYĆ TYLKO ZŁUDZENIEM?

NDE od dawna jest uważane, za jeden z mocniejszych argumentów świadczących o tym, że istnieje „potem”. Że ani Ty, ani ja, w pewnej chwili, po zapewne mękach przypominających tortury, psychicznych i fizycznych, albo w wyniku nagłego wypadku i torturach psychicznych dla naszych bliskich, nie znikniemy.

Innymi słowy – że to wszystko co zrobiliśmy od czasu pojawienia się, ma jakąś kontynuację i większy sens, a rozłąka z bliskimi, którzy odeszli nie jest już na zawsze.

Właściwie można przyjąć, że NDE towarzyszą w ten czy inny sposób człowiekowi od zawsze – to stan, w którym podczas fizycznej „śmierci” lub przebywania na jej granicy, człowiek umierający, ma wrażenie wyjścia z ciała, unoszenia się nad nim, albo wędrowania gdzieś dalej – często pojawia się „tunel”, wrażenie odczuwania miłości, ekstazy, kontaktu z czymś lub kimś z tamtej strony, czasami kontaktu z przodkami. Niektórzy mają to szczęście, że na chwilę (dla świata) idą dalej, by później wrócić i opowiedzieć o wszystkim zaszokowanym lekarzom.

Jakiś czas temu, podczas rozmowy z Mikołajem Kołyszką w Podcast Religioznawczy (Mikołaj, byłeś ciekawy tych badań wtedy, więc tym bardziej Cię oznaczam), wspomniałem podczas naszej rozmowy, o możliwym wyjaśnieniu tego fenomenu, o którym kiedyś przeczytałem. Wyjaśnieniu, które – jeśli byłoby potwierdzone szerszymi badaniami – mogłoby pogrzebać nadzieje związane z NDE.

OBSERWACJE JAMESA E. WHINNERY

James E. Whinnery jest członkiem Naukowej Rady Doradczej National Institute for Discovery Science oraz profesorem chemii na West Texas Agricultural and Mechanical University. Badania które nas interesują, to badania w tzw. „wirówkach”, przeprowadzone – jak rozumiem – w celu eliminacji „G-loc”, czyli stanu utraty świadomości pilota podczas gwałtownego przyspieszenia. Współczesne myśliwce, jak pisze Whinnery, są w stanie w ciągu sekundy osiągnąć przyspieszenie rzędu 9g. Czyli jeśli pilot ważyłby 89kg, to (chociaż jego masa się nie zmienia) jego odczuwalny ciężar wzrósłby do ponad 800kg. Z czymś takim serce nie jest w stanie sobie radzić i krew w ciałach pilotów pozostaje w jamie brzusznej, oraz w kończynach, nie dopływając do głowy i powodując „G-loc”, czyli utratę świadomości.

Przez 16 lat badań, Whinnery zbadał prawie 1000 przypadków przebadanych, zdrowych ludzi, średnio w wieku 32 lat, którzy na około 12 sekund (uśredniając, mówimy tu o rozpiętościach od 2 do 38 sekund), „odpływali” w wirówkach, lub samolotach myśliwskich. Osoby, które doświadczyły w wirówce epizodu utraty przytomności, były przesłuchiwane zaraz po jej odzyskaniu, oraz jeszcze raz po wyjściu z wirówki.

To, co odkrył, jest bardzo podobne do doświadczeń NDE.

Pierwszym o czym możecie pomyśleć, jest tunel – wszak to, że podczas przyspieszenia, piloci zaczynają widzieć tunelowo, jest dosyć znanym zjawiskiem – Whinnery opisuje cały mechanizm, polegający na zaburzeniach związanych z zmianami w gałce oka, ale generalnie chodzi o to, że osoba tracąca świadomość, zarówno na wejściu w ten stan, jak i wyjściu z niego, doświadcza wizji „tunelu”.

Osoby doświadczające G-Loc, doświadczają również stanów niepokoju, dysocjacji, strachu, euforii, są niezdolne do koncentracji zaraz po wyjściu z tego stanu, mają również często postawę „poddańczą” lub uległości.

Jednym z najczęstszych zgłaszanych objawów było też poczucie „unoszenia się w powietrzu” i kojarzone z dysocjacją i paraliżem. Większość osób doświadczających G-loc uważa je za doświadczenia wręcz euforyczne. W mniejszym stopniu są to doświadczenia nieprzyjemne i frustrujące.

Do tej pory mamy więc odczucie (przeważnie) euforii, dysocjacji, unoszenia się w powietrzu i widzenia tunelowego.

Ale Whinnery wspomina o czymś jeszcze. Otóż w pewnym procencie przypadków, kiedy G-loc trwa dłużej, dochodzi do OOBE, czyli doświadczenia wyjścia z ciała.

Co więcej, OOBE nie występują tylko w wirówkach. Whinnery opisuje również epizod, kiedy osoba po wyjściu z wirówki, idąc korytarzem, doświadczyła poczucia, że jest jednocześnie nad i za sobą.

Zanim nastąpił proces reintegracji z ciałem, minęły około 3 minuty (!).

Więcej? Whinnery zauważył także występowanie „marzeń sennych” – wizji, skorelowane z tym, jak długo występuje niedokrwienie mózgu (im większe niedokrwienie i im dłużej występuje, tym lepiej pamiętane są wizje. Mówię „wizję”, a Whinnery nazywa to „Dreamlets”, ponieważ bardzo ciężko stwierdzić, czy mówimy tutaj ze szeroko rozumianym snem, ponieważ w sytuacji wirówki, połączonej z drgawkami związanymi z G-loc, oraz krótkim czasem tych epizodów, ciężko stwierdzić, czy występuje REM.

To, co jednak jest szczególnie ciekawe, to ich treść: wizje te są bardzo żywe, obejmują członków rodziny i bliskie osoby, pojawiają się też przebitki wspomnień danej osoby, oraz myśli i idee ważne dla danej osoby. Co równie symptomatyczne, wizje te – inaczej niż sny – pozostają łatwe w zapamiętaniu i krystalicznie czyste przez lata po wystąpieniu. Większość osób, które ich doświadczyły, ma potrzebę ich pełnego zrozumienia i wyjaśnienia tego, co zobaczyli (czy wspominałem, że pojawiają się w nich przepiękne scenerie niesamowitych światów?).

Osoby, które wracają do swojego ciała po doświadczeniu w wirówce, wspominają jeszcze o jednym odczuciu wspólnym z NDE: nie chcą wracać. Tam, gdzie się znajdują, jest tak dobrze i spokojnie. Czasami razem z ich rodziną, czasami po prostu – w spokojnym, dobrym miejscu.

Czy to oznacza, że NDE są tylko pogłębionymi doświadczeniami wejścia w nieświadomość?
Czy też w drugą stronę – G-Loc odkrywa przed nami mechanizmy shiftingu pomiędzy naszą a „inną” rzeczywistością?

Tego nie wiem, ale doktor Whinnery pisze w swojej pracy coś, co mnie osobiście bardzo zasmuciło w kwestii „naukowego” podejścia. Pyta się mianowicie – czemu doświadczenia nieświadomości takie jak utrata świadomości, nie jest dzisiaj lepiej zbadana?

W medycynie klinicznej, utrata świadomości jest uważana za objaw i z tego powodu nie była szerzej badana. I chociaż jest to dla mnie zrozumiałe z uwagi na proces, to zostaje mi pytanie – jak wiele istnieje niezbadanych białych plam, które są niezbadane nie dlatego, że nie da się ich badać, ale dlatego, że interpretuje się je jak część składową, objaw, coś do zaleczenia, a nie do zbadania?

I to pytanie zostawiam otwarte, tak samo jak i pytania o znaczenie tych obserwacji w szerszym kontekście NDE. Zwłaszcza, że sam Whinnery nie rozstrzyga wcale natury metafizycznej NDE, dodając jednak – tak to sobie nazwijmy „ramę porównawczą”.

Komentarze są Wasze.

Źródło: Psychophysiologic Correlates of Unconsciousness and Near-Death Experiences, James E. Whinnery, 1997.

Leave a Comment

Przejdź do treści